
| Wywiad z profesorem Wojciechem Noszczykiem |
 „Przewlekła choroba żylna to nie tylko żylaki.”
Wywiad z profesorem Wojciechem Noszczykiem,
naukowym koordynatorem ogólnopolskiej kampanii edukacyjno-diagnostycznej „Servier w trosce o żyły”.
Co Polacy tak naprawdę wiedzą o przewlekłej chorobie żylnej?
Społeczna wiedza o tej chorobie jest niewystarczająca,
właściwie można by rzec,
że znikoma.
Większość naszych rodaków potrafi rozpoznać jedynie żylaki.
I właściwie na tym koniec.
Niektórzy martwią się tzw.
pajączkami,
czyli teleangiektazjami,
łącząc je z chorobami naczyń.
Przeważnie niepokoją się nimi młode kobiety i określają je wtedy,
jako pękające naczynia.
Natomiast bardzo niewielu Polaków łączy owrzodzenia pojawiające się na podudziach w okolicy kostek z chorobami żył.
Niewątpliwie,
Polacy nie posiadają wystarczającej wiedzy na ten temat.
Co to jest przewlekła choroba żylna,
a co to są żylaki?
Przewlekła choroba żylna spowodowana jest utrudnionym odpływem krwi z kończyn dolnych.
Najpierw jednak,
zanim wyjaśnię,
co to jest za choroba,
kilka słów o krążeniu krwi.
Większość naszego społeczeństwa myli żyły z tętnicami.
Krew płynie tętnicami od serca i dopływa do wszystkich tkanek organizmu,
w tym do żył kończyn dolnych,
dostarczając tam tlen.
Następnie powraca żyłami z powrotem do serca,
zabierając ze sobą produkty przemiany materii oraz dwutlenek węgla.
Wypchnięcie krwi przez serce jest stosunkowo zrozumiałe; to skurcz serca sprawia,
że jest ona wytłaczana z dużą siłą.
Natomiast jak to się dzieje,
że krew powraca ze stopy z powrotem do serca,
pokonując tak duży dystans wbrew sile grawitacji? Aby tak się stało pracują nad tym różne mechanizmy: m.in.
ssące działanie serca,
ujemne ciśnienie w klatce piersiowej oraz dodatnie ciśnienie w jamie brzusznej.
Niezwykle ważnym czynnikiem wypychającym krew z kończyn dolnych pozostaje jednak praca mięśni nóg.
Otóż w czasie ruchów nogą mięśnie kurczą się,
naciskają na żyły i dzięki temu pompują krew ku górze.
To właśnie praca mięśni nóg powoduje,
że krew zaczyna przedostawać się w kierunku serca.
Gdy mięsień rozluźnia się,
krew mogłaby przemieścić się z powrotem do nóg,
ale nie dzieje się tak,
gdyż w żyłach są zastawki,
które umożliwiają przepływ krwi ku sercu,
a uniemożliwiają jej cofanie się.
Przyczyną przewlekłej choroby żylnej jest uszkodzenie zastawek znajdujących się w żyłach kończyn dolnych.
Uszkodzenie tych bardzo delikatnych „płatków” może być wrodzone,
a więc możemy je odziedziczyć po rodzicach lub nabyte w następstwie różnych chorób,
najczęściej zakrzepów żylnych.
Uszkodzenie zastawek powoduje,
że krew wypychana w kierunku serca częściowo cofa się i gromadzi się w żyłach nóg.
Bardzo dużo krwi zbiera się w żyłach położonych najdalej od serca i powstaje tam duże ciśnienie żylne.
Gromadząca się krew rozpycha ściany żył,
doprowadzając do powstania żylaków.
Wcześniej,
jako pierwszy objaw tej choroby mogą wystąpić teleangiektazje,
czyli tzw.
pajączki.
Później pojawiają się kolejne oznaki: obrzęki,
żylaki i przebarwienia skóry,
aż wreszcie rozwijają się owrzodzenia wokół kostek.
Obrzęki,
podobnie jak i żylaki,
są powodowane nadciśnieniem żylnym.
Gdy bardzo dużo krwi zgromadzi się w obrębie kończyn w pewnym momencie część płynu krwi,
osocze,
zaczyna przechodzić przez ścianę żyły i zbiera się między skórą a żyłami.
Powoduje to obrzęki.
Jeżeli ten stan trwa długo dochodzi do tego,
że również elementy krwi przedostają się przez ściany żył i gromadzą się pod skórą,
przyczyniając się do powstania przebarwień.
Później wystarczy już nawet niewielkie,
najmniejsze nawet,
uderzenie czy skaleczenie i wytwarza się owrzodzenie,
które jest już bardzo trudne do wyleczenia.
Podsumowując,
przewlekła choroba żylna kończyn dolnych przeważnie przebiega w kilku kolejnych etapach: od teleangiektazji (pajączków) i obrzęków,
poprzez żylaki i przebarwienie aż do trudno gojących się owrzodzeń.
Czy przewlekłą chorobę żylną można określić mianem groźnej?
Pacjenci nie zdają sobie sprawy z tego,
że jest to bardzo poważna choroba i często lekceważą jej objawy.
Przewlekła choroba żylna jest groźna w tym sensie,
że prowadzi do różnych powikłań,
przede wszystkim do wystąpienia owrzodzeń,
a początkowo przebiega prawie bezobjawowo.
Pajączki nie zawsze są jej pierwszą oznaką,
u wielu chorych zaczyna się od niewielkiego obrzęku na grzbiecie stopy w okolicach kostek,
u innych od pojawienia się pojedynczych żylaków.
Zdarzają się też,
choć bardzo rzadko,
tacy pacjenci,
u których pierwszym objawem jest owrzodzenie.
Wynikiem braku leczenia i rozwoju przewlekłej choroby żylnej są przede wszystkim niegojące się owrzodzenia i związane z nimi kalectwo.
Są to rany,
które poważnie utrudniają chorym normalne funkcjonowanie,
a także poruszanie się.
Bardzo groźne jest również zakażenie,
które rozwija się w tych owrzodzeniach.
Niebezpieczeństwo polega więc na powstaniu tych ran,
a także tkwi ono jeszcze w całym szeregu innych powikłań,
m.in.
w zakrzepicy – innej choroby żył,
która może zostać wywołana zastojem krwi.
Kiedy należy udać się do lekarza?
Z lekarzem powinniśmy się skontaktować,
gdy tylko pojawią się objawy,
które mogą być zwiastunami przewlekłej choroby żylnej.
Pierwszym takim objawem jest uczucie znużenia,
ciężkości nóg,
które pojawia się w miarę upływu dnia.
Rano możemy nie odczuwać żadnego dyskomfortu,
a później,
w miarę upływu dnia,
noga staje się ciężka,
jakby obca.
Dolegliwości te ustępują zwykle po położeniu się,
wtedy najczęściej po kilku,
kilkunastu chwilach te nieprzyjemne dolegliwości ustępują.
Już wtedy należałoby pójść i spytać się swego lekarza rodzinnego,
czy nie są to pierwsze objawy choroby żylnej,
a jeśli tak,
to,
jakie dalsze kroki należy podjąć.
Przeważnie lekarz po zbadaniu zaleci pacjentowi zachowanie profilaktyki,
polegającej na unikaniu długiego stania i siedzenia oraz jak najwięcej ruchu.
Jeśli zaś stwierdzi obecność żylaków albo jakiś innych niepokojących go objawów,
wówczas skieruje chorego do specjalisty,
który już dalej pokieruje leczeniem.
Kto jest narażony na przewlekłą chorobę żylną?
Przewlekła choroba żylna częściej występuje u kobiet niż u mężczyzn.
W krajach uprzemysłowionych dotyka ona nawet połowę społeczeństwa.
Określa się ją mianem choroby społecznej.
Przede wszystkim chorują ci,
którzy są nią obciążeni genetycznie.
Jest to choroba dziedziczna,
więc jeśli występowała u babci,
dziadka,
rodziców lub rodzeństwa trzeba liczyć się z dużym prawdopodobieństwem jej rozwoju.
Schorzenie staje się też udziałem osób,
które godzinami pracują w pozycji stojącej lub siedzącej,
a obecnie dotyczy to wszystkich tych,
którzy wiele godzin pracują przy komputerach.
Znaczna część tych osób nie wymaga jednak leczenia,
lecz profilaktyki.
Powinien być nią objęty każdy z zagrożonych pacjentów,
każdy,
u którego wystąpiły pierwsze objawy.
Natomiast,
jeśli chodzi o chorych,
u których pojawiły się już żylaki to niestety większość z nich się nie leczy.
Żylaki traktowane są przez większość pacjentów tylko,
jako pewien mankament kosmetyczny,
podczas gdy wszyscy powinniśmy zdać sobie sprawę z tego,
że jest to początek groźnej choroby.
Dlaczego już po raz trzeci objął pan patronatem akcję „Servier w trosce o żyły”?
Przede wszystkim uważam,
że społeczne znaczenie przewlekłej choroby żylnej jest tak duże,
że trzeba przed nią ostrzec jak najwięcej osób.
Należy dotrzeć do możliwie jak największej części społeczeństwa chociażby za pośrednictwem mediów.
Przewlekła choroba żylna jest chorobą,
o której Polacy właściwie nic nie wiedzą,
chorobą,
którą powszechnie się lekceważy.
Jeśli ktoś zachoruje na nowotwór to wtedy ma świadomość związanych z nim zagrożeń,
natomiast z tego,
czym może grozić przewlekła choroba żylna większość naszych rodaków w ogóle nie zdaje sobie sprawy.
Niebezpieczeństwo zaś tkwi przede wszystkim w tym,
że choroba ta dotyka prawie 50% społeczeństwa,
a przecież jej rozwojowi jest w stanie zapobiec odpowiednia profilaktyka.
Dlatego też jestem przekonany,
że mówienie i pisanie o przewlekłej chorobie żylnej ma ogromne znaczenie,
tym bardziej,
że cierpi na nią prawie 50% kobiet i ponad 40% mężczyzn.
Należy przekonać Polaków do odpowiedniej profilaktyki,
pozwalającej na uniknięcie przykrych powikłań,
będących konsekwencją nie leczenia przewlekłej choroby żylnej.
Akcja „Servier w trosce o żyły” ma właśnie przed sobą takie zadanie.
|
| Wywiad z prof. Walerianem Staszkiewiczem |
|
„Co warto wiedzieć o polskiej flebologii?”
Wywiad z prof.
Walerianem Staszkiewiczem Prezesem Polskiego Towarzystwa Flebologicznego zajmującego się chorobami układu żylnego.
Jak przedstawia się historia leczenia przewlekłej choroby żylnej w Polsce?
Historia leczenia chorób układu żylnego jest tak długa,
jak długa jest historia ludzkości.
Od dawna znane są opisy ciężkich powikłań związanych z przewlekłą chorobą żylną i przez cały czas podejmowano próby leczenia tych dolegliwości.
Oczywiście nie była to wiedza poparta badaniami nad przyczynami choroby i jej przebiegiem.
Działania skupiały się głównie na próbach likwidacji samych objawów,
co udawało się z różnym skutkiem,
nie zawsze dobrym.
Powikłania zakrzepowe w obrębie żylaków,
jeden z częstszych objawów przewlekłej choroby żylnej,
leczono za pomocą różnego rodzaju nacięć,
puszczania krwi,
przystawiania pijawek,
miejscowych opatrunków,
okładów i kompresów.
W miarę rozwoju naszej wiedzy to postępowanie zaczęło się opierać na faktach naukowych,
na badaniach,
które udowadniają skuteczność metod diagnostycznych i leczniczych.
Dopiero wtedy rozpoczął się rozwój nowoczesnej flebologii,
czyli nauki o chorobach układu żylnego.
Flebologia bardzo późno stała się przedmiotem nauczania uniwersyteckiego.
Wcześniej nie mieściła się w sferze zainteresowania akademickiego z kilku powodów.
Badania chorób układu żylnego są dość trudne.
Ponieważ jest to choroba przewlekła i postępująca,
nie można oczekiwać spektakularnych efektów leczenia jak np.: w chorobach układu tętniczego,
gdzie różnego rodzaju operacje (wszczepienie bypasów i inne stosowane obecnie metody) prowadzą do bardziej satysfakcjonujących rezultatów.
Znaczny problem do tej pory stanowiła też mnogość różnego rodzaju objawów występujących u tego samego pacjenta.
Z tych wszystkich przyczyn,
uniwersyteckie,
kompleksowe podejście do chorób układu żylnego jest czymś stosunkowo nowym i datuje się na przełom lat sześćdziesiątych i siedemdziesiątych ubiegłego wieku.
Na świecie nowoczesna flebologia liczy sobie około pięćdziesięciu lat.
Natomiast Polskie Towarzystwo Flebologiczne powstało zaledwie kilkanaście lat temu.
Co Polacy tak naprawdę wiedzą o przewlekłej chorobie żylnej?
Z przykrością muszę powiedzieć,
że niewiele.
Wynika to z dwóch powodów.
Po pierwsze choroby układu żylnego są niestety traktowane trochę po macoszemu już podczas nauczania studentów medycyny.
W tej chwili się to powoli zmienia,
ale zmiany są już jeszcze niewielkie Wpływ na tę sytuację ma również fakt,
że Polacy nie są nauczeni,
iż inwestycja we własne zdrowie jest inwestycją opłacalną.
Nasze społeczeństwo nie zdaje sobie sprawy,
że przewlekła choroba żylna nie jest tylko defektem kosmetycznym,
lecz poważną chorobą.
Dopiero w ciągu ostatnich trzech lat nastąpiła zmiana nazwy tego schorzenia.
Przedtem mówiliśmy o przewlekłej niewydolności żylnej,
czyli o czymś klasyfikowanym pod względem wagi problemu znacznie niższej niż choroba.
Analogiczne zmiany miały miejsce w wypadku przewlekłej niewydolności oddechowej,
dzisiaj funkcjonującej,
jako przewlekła obturacyjna choroba płuc.
Podobnie działo się też z astmą,
o której kiedyś z lekceważeniem mówiono,
że to tylko „jakieś tam duszności”,
a dziś już wszyscy zdajemy sobie sprawę,
że to poważna choroba.
Postęp we flebologii wymusili również ekonomiści i socjolodzy,
gdyż przewlekła choroba żylna stanowi ogromny problem ekonomiczny.
W krajach europejskich leczenie tych chorób zużywa około 6-7% całego budżetu ochrony zdrowia i dzieje się tak pomimo tego,
że większość kosztów leczenia jest przerzucona bezpośrednio na pacjentów.
O randze problemu świadczy też epidemiologia,
czyli rozpowszechnienie choroby.
Badania przeprowadzane w Polsce,
podobnie jak i dane pochodzące z innych krajów,
mówią,
że ponad 40% kobiet i ponad 30% mężczyzn cierpi na różnorodne problemy związane z chorobami układu żylnego.
Najcięższe komplikacje towarzyszące przewlekłej chorobie żylnej,
powikłania zakrzepowo-zatorowe i żylne owrzodzenia podudzi,
stanowią ogromny problem socjalny i ekonomiczny.
Żylne owrzodzenie podudzi dotyczy około 2-2,5% dorosłego społeczeństwa i często dotyka ludzi czynnych zawodowo.
Powoduje to ich niesprawność w pracy i w domu.
Są to dolegliwości przewlekłe i postępujące,
które dla chorych oznaczają pogorszenie jakości ich całego życia.
Wiążą się z utratą radości,
z niemożliwością korzystania z wielu przyjemności życia.
Ludzie chorzy nie mogą czynnie uczestniczyć w normalnym życiu społecznym.
Człowiek,
który ma przewlekłą chorobę żylną nie odpocznie wieczorem,
bo cały czas doskwiera mu ból nóg.
Nie może pójść pobawić się z przyjaciółmi do klubu,
ani wyjechać na narty.
Ból,
uczucie ciężkości i zmęczenia wpływają na ogólne samopoczucie chorych.
Zmiany,
które zachodzą w składzie krwi oddziałują również na wydolność innych narządów. Przewlekła choroba żylna rzutuje na cały organizm,
więc nie jest to tylko problem dotyczący jedynie kawałka człowieka.
Jaka jest postawa Polaków wobec tej choroby?
Duża część naszego społeczeństwa żyje w przeświadczeniu,
że z tą niesprawnością należy się po prostu pogodzić.
Wiele osób jest przekonanych,
że niewiele można pomóc.
Uważają,
że nic się nie da zrobić z tymi dolegliwościami.
Inni chorzy często zniechęcają się postępującym i przewlekłym charakterem tej choroby.
Efekty leczenia nieraz okazują się mniejsze niż oczekiwania tych ludzi.
Czy lekarze pierwszego kontaktu są przygotowani,
aby rozpoznawać przewlekłą chorobę żylną i kierować pacjenta do specjalistów?
Niestety w tym względzie edukacja lekarzy pierwszego kontaktu jest na dość niskim poziomie.
Polskie Towarzystwo Flebologiczne stara się to zmienić,
ale z przykrością muszę stwierdzić,
że zainteresowanie samych lekarzy nie jest zbyt duże.
W Polsce nie stworzono dotąd dobrego systemu opieki zdrowotnej,
który zapewniałby pacjentom i lekarzom dostęp do nowoczesnej wiedzy.
Od chwili swojego powstania Polskie Towarzystwo Flebologiczne stara się jednak poszerzać wiedzę lekarzy.
Prowadzimy różne konferencje i warsztaty.
Działania edukacyjne w środowisku medycznym są szczególnie ważne,
gdyż problem przewlekłej choroby żylnej wymaga interdyscyplinarnego podejścia.
W Polsce w pierwszym okresie we flebologii działali głównie chirurdzy naczyniowi,
ale na świecie zajmują się tym również interniści,
lekarze pierwszego kontaktu i dermatolodzy.
W naszym kraju udział dermatologów w leczeniu chorób żylnych pozostaje niewielki.
W Polsce problemem jest też dostęp do nowoczesnej diagnostyki.
Badania diagnozujące choroby żylne są trudniejsze niż np.
w wypadku chorób układu tętniczego i ich dostępność
w sektorze publicznym jest bardzo mała.
Jakie są cele akcji „Servier w trosce o żyły” i jakie jest jej znaczenie?
Przede wszystkim należy podkreślić,
że takie akcje edukacyjne są bardzo ważne
i niezwykle potrzebne.
Większość publikatorów zajmuje się tylko albo stroną estetyczną chorób,
albo jedynie drastycznymi,
ciężkimi powikłaniami.
Natomiast nadal brakuje nam rzetelnej edukacji medycznej w różnych dziedzinach.
Wiedzy,
która byłaby przekazywana w przystępnej,
zrozumiałej dla ludzi formie.
Powinniśmy sprawić,
aby pacjenci sami byli zainteresowani swoim zdrowiem i traktowali je,
jako ważny element swojego życia. Takie postawy społeczne wymusiłyby różne działania prozdrowotne na organizatorach systemu opieki zdrowotnej.
Natomiast lekarze,
którzy mają na co dzień kontakt z pacjentami muszą mieć większą wrażliwość i świadomość tego,
jak rozpoznawać we właściwy sposób zagrożenia związane z chorobami układu żylnego.
Powinni dysponować wiedzą,
kogo można leczyć w gabinecie pierwszego kontaktu,
a kogo należy kierować do specjalisty.
|
Pod patronatem naukowym Polskiego Towarzystwa Flebologicznego i Polskiego Towarzystwa Chirurgii Naczyniowej 
Patronaty mediowe 
|
|
|